• Wpisów:377
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:5 dni temu
  • Licznik odwiedzin:15 291 / 2233 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dzisiaj w mojej głowie nastąpił przełom... Marcel zwyczajowo zaczął koncert o 19:30. I ja już wiedziałam czego się spodziewać. Że będzie krzyczał. Że go boli. Że nic nie mogę zrobić, mogę mu jedynie ulżyć i po prostu być. I byłam. Nosiłam. Masowałam brzuszek. Znów nosiłam. Bujałam. Przykładałam termoforek. I nie, nic z tych rzeczy nie pomogła. Dalej krzyczał. Przestał o godzinie 22:15. Musimy ten czas razem pokonać. Po prostu.
  • awatar mąka krupczatka: Dacie radę :*
  • awatar aquila: magiczne 100 dni, musisz uzbroić się w cierpliwość. Mój jeszcze lubił suszarkę, czy to szum, czy ciepłe powietrze, ale czasami uspakajało (nawet apka jest z szumem)
  • awatar ★ DarkAngel ★: Mi w pierwszych miesiącach pomogła chusta do noszenia dziecka. Używałam jej głównie w domu i mam wrażenie, że naprawdę dużo jej zawdzięczam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Permanentne zmęczenie i niewyspanie zamienia mnie we wrak, wrak niemający siły, energii i ani grama pozytywnego nastawienia. Dziś jest totalnie na odwrót. Moja mama wzięła Marcela na noc do siebie. I nie mam wyrzutów sumienia. Sama to zaproponowała, jak zadzwoniłam do niej z płaczem o 23 dlaczego Marcel już czwarta godzinę płacze, a ja nie mam siły i mam bardzo głupie myśli. U mojej mamy książkowy bobas. Moje nerwy tak na niego może działały, nie wiem, ale jestem wdzięczna za ludzi, których mam wokół siebie. Teściowa przeszła całkowicie na emeryturę, żeby być w domu w razie potrzeby, że chce pomóc przy wnukach (brat K. też ma synka rocznego i jego też ma na myśli, ale nie ukrywajmy, że to ja jestem teraz totalny nieogar).
  • awatar Andzia:): Jak Gerc był malutki mieszkaliśmy z teściami i teściowa naprawdę sporo mi pomogła. Nosiła, bawiła :) Jak miał pół roku wróciłam do pracy a ona z nim była. A ja wiedziałam ze jest w dobrych rękach. Pomoc od innych to dobra rzecz, ciesz się że tak cudownie pomagają :)
  • awatar mąka krupczatka: Wyśpij się porządnie to zobaczysz, że wszystko samo się ogarnie! Pozwól sama sobie pomóc! Rodzina w koło Ciebie jest niesamowita <3
  • awatar ★ DarkAngel ★: Zazdroszczę! Ja nie mam nikogo oprócz partnera, którego przeważnie nie ma do pomocy i pierwszy rok mojego dziecka, to był dla mnie dramat.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Znajomy, który ma dzieci rok po roku, kiedyś powiedział, że nie pamięta pierwszego roku po urodzeniu drugiego dziecka. Teraz wiem o co chodzi. Każdy dzień jest pod znakiem "przetrwać". Autentycznie. Za dwa dni będzie miesiąc jak Marcel jest na świecie, a ja dalej czasami czuję się jak we mgle. Szczególnie, gdy wieczorami/nocą drze japkę jakby go ze skóry obdzierano. W ciągu dnia jest w miarę ok, ale, gdy przychodzi wieczór to już mam stresa, bo wiem, że będzie ogień. Podejrzewam, że trafił nam się kolkowy egzemplarz i powtórzę: byle przetrwać. I szczerze to podchodzę do wszystkiego zadaniowo i nie jest jak na insta. Najczęściej jest wrzask, bezsilność i łzy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ogarnianie dzieci już w miarę opanowane, ale siebie i domu dalej nie umiem.

Gorączka nie wraca. Uf.
  • awatar mąka krupczatka: Powoli :)
  • awatar sza.tynka: Dla mnie ogarnianie domu to w ogóle nie jest priorytet. Uzmysłów sobie, że masz prawo mieć syf, a dom jest do mieszkania, a nie do zwiedzenia. Kiedyś wszystko się unormuje. Najważniejsze, że zdrówko wraca!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wychodzę do domu!! Jak będę płakać na to, że Marcel płacze to dajcie mi w twarz normalnie. Żadnych nowych antybiotyków mi nie dali, ale crp spadło. Za tydzień kontrola. No chorej by mnie chyba nie wypuścili. Ah, jak się cieszę.

Ps. Zdrowie jest najważniejsze. Pamiętajcie.
 

 
W sobotę wylądowałam w szpitalu. Gorączkowałam bardzo wysoko. Byłam pewna, że to kwestia zakończenia kp, że jakieś zapalenie piersi (chociaż były miękkie, niebolesne). Poszłam do ginekologa, zrobił USG dopochwowe i skierował na cito do szpitala w ten sam dzień. Co już psychicznie się podniosłam tak znów się załamałam. Ale już znów jest lepiej. Muszę być zdrowa. W szpitalu wyszło, że mam crp ponad 180, na szczęście od razu trafili z antybiotykiem i zaczęło spadać. Podejrzewano zatrzymanie odchodów połogowych, bo coś tam na USG widzieli, ale nie mam innych objawów, żadnych boleści, ani nic. Czyszczenie to dla nich ostateczność, bo wolą tego uniknąć tak krótko po cc. Dalej nie wiem gdzie ten stan zapalny, ale dobrze, że mija. Może niedługo wyjdę. Oby, bo bardzo tęsknię za dziećmi.

Edit: właśnie był obchód. Stan zapalny jest w macicy. "Sytuacja jest rozwojowa, na razie Pani tutaj zostanie, szukamy leku, który pomoże w obkurczeniu macicy". Znów wyję, nie mam siły, chce do dzieci. Z drugiej strony ten lekarz był taki poważny dzisiaj, że zaczęłam się bać, czy nie umrę tutaj. Naprawdę, boję się.
  • awatar optimistic.: @mąka krupczatka: przestałam karmić piersią
  • awatar mąka krupczatka: Dlaczego nie jesteś w szpitalu z Marcelkiem? Przecież karmisz piersią! Co to znowu procedury się zmieniły? :/
  • awatar pyśkównaa: Tulę mocno! Bądź silna i staraj się myśleć pozytywnie, wszystko się ułoży ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Noce dalej są ciężkie. Dzisiaj od 2 do 4 darł się z niewiadomych powodów. W końcu padł u nas w łóżku. Nie mam już problemów z zasypianiem w nocy. W dzień raz też się udało, ale bez spiny, nie zmuszam się już. Walczę z wyrzutami sumienia, że podrzucam Edytę do dziadków kilka razy w tygodniu na cały dzień. Ona lubi tam jeździć. Jest tam grzeczna, jak mi opisują jak się zachowuje to mam wrażenie, że to o jakimś innym dziecku. Kręgosłup dalej mnie boli, więc nie jestem w stanie iść z nią sama gdziekolwiek, a w domu... W domu to ona się strasznie nudzi. I od tygodnia jak coś jej się powie, że nie wolno to robi taką minkę-podkówkę, że serce ściska.
  • awatar Wieczna Studentka: Ja i tak Cię podziwiam, musisz być wykończona...
  • awatar Ololololol .: Wiesz wydaje mi się że to normalne, mój chrześniak też zawsze jest grzeczniejszy ze mną czy dziadkami. Tak chyba po prostu jest że dziecko da bardzo popalić rodzicom. Spójrz też na to z drugiej strony że dobrze że nie boi się nigdzie jechać,że nie jest tylko przyklejona do Ciebie. I nie biczuj się tak, odnajdujesz się wciaż w tej nowej szalonej rutynie i dajesz radę. Bądz dla siebie dobra!
  • awatar mąka krupczatka: Ona jest szczęśliwa u dziadków, więc naprawde nie masz powodów do wyrzutów sumienia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Zgłaszam, że dzisiaj nie płakałam ani razu, a Marcel przespał całą noc w łóżeczku.
  • awatar optimistic.: @taka karma: tak
  • awatar taka karma: Te przerwy to z powodu karmienia piersią?
  • awatar optimistic.: Generalnie śpię w nocy 5-6 h (z przerwami). W dzień udało mi się raz już przysnąć, także jest lepiej. Dzięki dziewczyny. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ja zwariuję, w ciągu dnia nie umiem się zmusić do tego żeby spać, godzinę się kręcę po łóżku i nic. Jestem wystrzelona. A w nocy... W nocy bez zmian, mały jest strasznie spragniony wówczas cycka i śpi tylko jak ma go w buzi. Ale nie ssa. Przez to moje cycki są jak kamienie. I biję się z myślami, czy nie rzucić tego kp. I tak go dokarmiamy, bo jak jest głodny to nawet cycek nie pomaga, bo za mało go dla niego i się tylko pręży i jest masakra. Ale inaczej niż cyckiem (kiedy jest najedzony) nie umiem go uspokoić... K. znów spał z nim na klacie. U mnie na klacie nie lubi, bo zaraz szuka cycka. Kompletnie nie ogarniam jego obsługi. A wykończenie przez brak snu też nie pomaga.
  • awatar ★ DarkAngel ★: Ja tak męczyłam się z kp, że teraz, z perspektywy czasu już wiem, że jednak butelka to dobre rozwiązanie.
  • awatar pushthebutton: Z karmieniem, nie nakładaniem się itp. polecam DOBRĄ doradczynię laktacyjnà :)
  • awatar sza.tynka: Wierzę, że wszystko się wyreguluje i będzie coraz lepiej. Pewnie jesteś tak przemęczona, że z tego aż ciężko zasnąć :( przesyłam pozytywne wibracje niech jak najszybciej obsługa Młodego stanie się łatwiejsza :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Mam taki babyblues, że nie wiedziałam, że tak można. Ryczę co chwilę. Dwie ostatnie doby w szpitalu zostałam tak przeczołgana, że mój mózg nie umiał się wyłączyć. Wybudzał mnie każdy szmer. Mój mąż to złoty człowiek, bo wziął Marcela na całą noc do sypialni, a ja poszłam do gościnnego z zatyczkami w uszach i w ten sposób przespałam 7 h z jedną przerwą na karmienie. Ja naprawdę wczoraj już byłam w takim stanie, że przestałam wierzyć, że uda mi się kiedykolwiek zasnąć.

Boję się. Wiedziałam, że będzie hardcore, ale teraz mam takie harakiri hormonalne w głowie, że zwykła zmiana pampersa doprowadza mnie do załamania.

Fizycznie jest super. Psychicznie dramat.

Jeszcze Edyta totalnie nie zareagowała na mnie jak w filmach. Po prostu popatrzyła na mnie i tyle. Oczywiście wyłam pół godziny w łazience.

Powiedzcie, że będzie dobrze. Że dam radę.
  • awatar ★ DarkAngel ★: @Zamota: Otóż to! A kiedy próbowałam rozmawiać o tym z innymi mamami, to dawały mi odczuć, że u nich jest super. Tylko ja sobie po prostu nie daję rady. Przyzwyczaiłam do noszenia, to teraz mam... Pierwsze miesiące mojego synka były dla mnie tak wykańczające, że kiedy pojechałam zaprowadzić auto do mechanika i czekałam na przystanku na autobus przeżyłam załamanie nerwowe. W końcu mogłam na dłuższą chwilę wyjść. Moje dziecko jest też bardzo wymagające, ale z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej. U Ciebie też tak będzie. Aż w końcu zrobi się naprawdę fajnie ☺️
  • awatar mąka krupczatka: Daj znać jak się macie :*
  • awatar Zamota: Nigdy wcześniej nie byłaś mamą dla dwójki dzieci, więc wszystko jest dla Ciebie nowe i do oswojenia. Płacz, jeśli masz potrzebę :) To normalne, że na początku wszystko Cię przeraża i czujesz się tym wszystkim przytłoczona. Daj sobie czas na poznanie synka, na oswojenie rodzeństwa ze sobą, połóg potrafi przeczołgać bardziej niż ciąża, o czym nikt nie uprzedza- a szkoda! Tak, jak przygotowujemy się do porodu, tak powinniśmy pamiętać o połogu. O tym, że będą płaczki co 5 minut, na zmianę z dzieckiem. Że przypomnimy sobie jak smakuje zimna kawa. Że będziemy obolałe. Że będziemy osłabione. O tym się nie mówi. Odpoczywaj, spróbuj się wyciszyć i cieszyć tym, że masz dwójkę zdrowych dzieci i męża, który jest jednocześnie partnerem, a nie trzecim dzieckiem, jak to była w lwiej części przypadków :) Uszka do góry. Wierzę, że już niedługo okrzepniesz w nowej roli i zapomnisz o tym, co teraz jest tak ciężkie :) Ściskam mocno!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Już dzisiaj ryczę po kątach. Eda tak popatrzyła na mnie jak mi te łzy jak grochy lecą i podeszła i mnie przytuliła. Popatrzyła. I dała mi buziaka. Sama! Przypomnę, że ona nie jest z tych dzieci, które lubią się przytulać czy dawać buziaki. Serce mi normalnie eksplodowało kaskadą miłości. W poniedziałek to ja chyba caluteńka rozpadnę się na kawałki. Kocham ją tak mocno, że aż w to nie wierzę, że tak można.

A gdy przypomnę sobie nasze początki...
To aż nie mogę uwierzyć, że były takie trudne.
 

 
Od jakichś dwóch miesięcy odnowiłam kontakt - co prawda wirtualny, bo mieszka w Niemczech - z moją dobrą kumpelą z czasów hmmm głupich technikum. I wiecie co. Mamy podobne terminy porodu. Ona 28 czerwca, ja na 29 czerwca cesarka i tak sobie razem przeżywamy i narzekamy. Codziennie piszemy, nagrywamy się, zdjęcia itp. I ona zaczęła w nocy rodzić!!! A już od 3 tygodni jest w szpitalu, bo miała taki fałszywy alarm, że ją helikopterem zabrali z wyspy. I mi pisze między skurczami, albo nagrywa mi się i ja tak to przeżywam sobie z nią. Ma na razie 5 cm. Także jest ogień. I ja się cieszę z tej mojej cesarki jak tak jej słucham. Później ona jak będzie słuchać moich jęków po operacji to pewnie ona się będzie cieszyć, że miała sn. Bo na razie to krzyczy, że chce cesarkę. Ah te cudy narodzin.
 

 
Jakie to moje dziecko już jest duże. Już nie dzidziuś, tylko taka dziewczynka. Kiedyyy!

Mąż już ma mnie dość, jak mówię - co jak umrę. Jak szłam rodzić Edulkę to było to samo, a z psem to żegnałam się wtedy tak, jakbym naprawdę szła na zesłanie.

No kurde, jestem taki cykor... Na szczęście nie przekłada się to na panikowanie i histeryzowanie w szpitalu. Wtedy zachowuję zimną krew.
Ale w głowie się boję.
  • awatar mąka krupczatka: Ja to boje sie, że ciąża by mnie zabiła, wiec wiesz :P
  • awatar aquila: @optimistic.: omg, na myśl o 3ciej to nie wiem w pełnej narkozie mooooże
  • awatar optimistic.: @aquila: jeny znam kilka dziewczyn co miały po 4 CC, jak one to wytrzymały psychicznie to ja nie wiem. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
1. Od 2 w nocy atak bólu nerki...... Przed 5 wpadłam na to by wziąć paracetamol x2 i nospę. Puściło. Ból był taki, że gryzłam poduszkę i wyłam. I co teraz? Antybiotyk? A za tydzień cesarka, można tak? Możliwe, że to była jednorazowa akcja? Lekarz rodzinny na 14.

2. A od piątku złapaliśmy już 3 myszy.

3. Mała od piątku ma dziwną wysypkę na lędźwiach i miejscach intymnych. K. jest z nią u pediatry. Wziął wolne jak mnie zobaczył w tych bólach rano. Zaniósł ponownie mój mocz do analizy też, bo wczoraj wyszły mi jakieś azotyny.

What elseeeeeee?
  • awatar optimistic.: @aquila: tak, zapiszę sobie na kartce, żeby w zamieszaniu nie zapomnieć, bo akurat w dzień przyjęcia rano będę brać ostatnią dawkę. Generalnie to mam wsparcie, dwie babcie, K., ja jestem z nią sama jakieś 4h dziennie. :) Smok Edzio też jest w asyście. :D
  • awatar aquila: @optimistic.: pamiętaj przy przyjęciu do szpitala, żeby o nim wspomnieć (antybiotyku). kurde słabo z tym ginem. Jest mega gorąco, a te pampki to jednak przewiewne nie są. Jak masz możliwość, po prostu w dzień jak najmniej zakładaj (mam nadzieję, że ktoś Ci pomaga teraz)
  • awatar mąka krupczatka: Bardzo współczuje :( Ale musi się poprawić!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Już wiem skąd ta mysz!!!!! Przedwczoraj mąż nie chciał mi pójść po słonecznik.

Także no, prawda to, nie odmawiajcie ciężarówkom, bo Was myszy zjedzą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ogólnie to ja kocham takie tropiki. <3

Ale w ciąży to my się nie lubimy.